Miłością do sutaszu jestem już zafascynowana od 5 lat (od marca 2013 r.), czyli od dnia gdy pierwszy raz ujrzałam ją w telewizji. Kobieta, która przyszła do studio pokazała przepiękną, kolorową biżuterię w niezwykłych kształtach. Pamiętam jakby to było dzisiaj, że nie mogłam wyjść z zachwytu nad jej dziełami. Wtedy pierwszy raz ujrzałam sutasz i zakochałam się w nim od pierwszej sekundy…

Musiałam dowiedzieć się czegoś więcej, zaczęłam przeszukiwać Internet, strona za stroną. Okazało się, że sutasz nie jest czymś zupełnie nowym, że jest to dość znana technika. W Internecie aż roiło się od cudnych wisiorów, nieziemskich kolczyków i szykownych naszyjników. Z każdą minutą moje oczy stawały się coraz większe na widok tych cudeniek… Siedziałam godzinami oglądając coraz to inne wzory i fasony. Postanowiłam- muszę się tego nauczyć, nieważne ile mi to zajmie czasu. Chciałam tego bardziej niż czegokolwiek, gdyż kocham kolory, uwielbiam oryginalne wzory, nietuzinkowe połączenia barw- sutasz kryje w sobie to wszystko. Jest pełen bajecznej magii, która dzięki niezliczonym możliwościom kształtów, dodatków i kamieni pozwala stworzyć prawdziwie fascynujące i cudowne rzeczy.

Postanowiłam- muszę się tego nauczyć, nieważne ile mi to zajmie czasu.

Poszukałam sklepów, w których mogłabym kupić potrzebne materiały i bez wahania zamówiłam wszystko co wpadło mi w oko. Zastanawiałam się, dlaczego niektóre kamienie czy koraliki są takie drogie? Przecież są inne dużo tańsze… A sznurki, po co kupować te z „wyższej półki” skoro te w niskiej cenie są takie śliczne . A może inne osoby, które robią bizuterię sutasz, nie wiedzą, że można kupić wszystko dużo taniej??? Internetowy koszyk pękał w szwach. Zamówiłam wszystko co wydawało mi się niezbędne. Czekając z niecierpliwością na paczkę wyszukałam w szkatułce stare korale, perły i wszystko co mogło się przydać do sutaszu.

Wtedy na własnym przykładzie dowiedziałam się, co znaczy jakość i cena.

Gdy wreszcie przyszła paczka z materiałami byłam przeszczęśliwa. Otwierałam ją z taką radością jak dziecko gdy dostanie ukochaną zabawkę.

Zrobiłam kawę, stół zakryłam cały zdobytymi materiałami i nagle okazało się, …. że nie zamówiłam nitki. Mimo początkowego przerażenia, postanowiłam wziąć inną. To nie mogła być przeszkoda w realizacji mojego planu. Znalazłam grubą nić w kolorze żółtym i postanowiłam rozpocząć z nią moją przygodę z sutaszem.

Dlaczego te sznurki tak się rozchodzą?? Te kamienie jakieś porysowane, a znalezienie kilku koralików z paczki w tym samym rozmiarze graniczyło z cudem. Wtedy na własnym przykładzie dowiedziałam się, co znaczy jakość i cena. Wszystkie materiały przygarnęło moje dziecko, któremu z pewnością nie przeszkadzały owe niedoskonałości.

Po raz kolejny usiadłam do zamawiania. Tym razem zanim to zrobiłam poczytałam trochę na temat półfabrykatów, sznurków i elementów do biżuterii. Nie chciałam znowu przeżyć takiego rozczarowania, gdy pełna chęci siadam do wymarzonego zajęcia a tu klops… nie ma na czym pracować.

Znów oczekiwanie na paczkę. Przyszła. Kolejne rozrywanie kartonu w napięciu. No i są… Piękne, wymarzone, gładziutkie sznureczki, równiutkie koraliki, błyszczące kamienie i cienka, żyłkowa nitka.

Przygotowałam wszystko (kawę w pierwszej kolejności) i zaczęłam szyć. Tylko dlaczego te sznurki tak się wyginają, przecież są dobrej jakości? Zszywałam cztery a widać tylko trzy, a gdzie się ukrył ten jeden??? A drobniutkie koraliki uciekają do tyłu zamiast pięknie się prezentować w pierwszym rzędzie. No i gdzie ten koralik, przed chwilą go obszyłam a teraz nie widać nawet połowy z niego?… Wiedziałam, że to będzie długa droga nim dojdę do idealnie prostych projektów.

Patrzyłam z podziwem na sutasz innych osób, marząc by tworzyć tak równą biżuterię. Wiedziałam, że się nie poddam. Zbyt mocno chciałam nauczyć się tej techniki by zrezygnować na początku.

Jako, że pracowałam na etacie w biurze, a popołudniu po domu biegał roześmiany synek, do sutaszu mogłam zasiadać dopiero późnym wieczorem a raczej nocą. Tak wiec każdej nocy, rozkładałam swój sutaszowy dobytek i szyłam, szyłam i szyłam… Z każdym elementem miałam coraz więcej chęci i zapału do pracy, gdyż powolutku widać było maleńkie efekty moich prób i ćwiczeń.

Uszyłam pierwsze kolczyki. Byłam z nich dumna jak paw. Były dla mnie jak zdobyty milion. Mimo plastikowych kamyków i powykrzywianych sznurków, były cudowne.

Skoro zrobiłam kolczyki to pomyślałam, że z pewnością poradzę sobie z czymś większym- wzięłam się za naszyjnik, potem bransoletę i kolejne kolczyki… Jedne za drugim powstawały coraz to nowe elementy. Cieszyłam się, każdym momentem, gdy mogłam tylko usiąść i szyć. W głowie miałam całe mnóstwo pomysłów i nim zasiadłam do szycia, potrafiły się zmienić kilka razy.

Mimo moich krzywulków byłam z siebie bardzo zadowolona i to motywowało mnie do dalszej pracy. Z tej radości chciałam pokazać innym co robię w domu pod osłoną nocy. Chciałam ale… wstydziłam się. Bałam się reakcji, wyśmiania czy zdziwienia, co to właściwie jest ?? W końcu się odważyłam… pokazałam koleżankom w pracy. Z czerwonym rumieńcem przygotowana na wielką krytykę pokazałam moje „dzieła”.

Bałam się reakcji, wyśmiania czy zdziwienia, co to właściwie jest ??

Ręce mi się spociły, serce biło jak oszalałe. Może mogłam im nie pokazywać- myślałam… Ale zaraz, cóż ja słyszę, że to ładne, o i ciekawe, i jakie inne. Kamień spadł mi z serca- dosłownie. To może się komuś podobać. Dostałam pierwsze zamówienie. Pędziłam jak oszalała by tylko dorwać się do sznurków, i znów szycie i znów zakupy. Dzięki wsparciu ze strony koleżanek i ich ciepłym słowom, nabrałam większej pewności siebie. Moja cicha pasja zaczęła wychodzić z ukrycia, coraz chętniej chwaliłam się nowymi pracami. Gdy tylko coś zrobiłam już nie ze strachem a wręcz z dumą pokazywałam kolejne kolczyki, naszyjniki czy bransoletki. Robiłam ich coraz więcej, umiejętniej łącząc kolory, ucząc się na własnych błędach co robię źle, co mogę poprawić. Sutasz wszedł na dobre w mój porządek dnia, a raczej wieczoru i nocy.

Postanowiłam pokazać moją biżuterię nie tylko znajomym ale wręcz całemu światu. Założyłam stronę na facebooku. Wymyśliłam nazwę- SKARBY EWY- BIŻUTERIA SUTASZ…. Bo to przecież były moje skarby 🙂 Zaczęłam podpisywać tak moje prace. Pokazywałam na facebooku każdy kolejny egzemplarz biżuterii i z nieziemską satysfakcją obserwowałam jak coraz więcej osób polubiło mój fanpage. Każde kliknięcie w stronę „Lubię to” sprawiało, iż moja energia i chęci do pracy ładowały się jak akumulator, stały się złożem niewyczerpalnym. Zauważyłam jednak, że oprócz dążenia do równych sznurków muszę nauczyć się robić dobre zdjęcia biżuterii. Zdjęcia pstrykane w nocy z lampą błyskową były niczym ubłocone szpilki do szykownej sukni. Raziły z daleka. To była kolejna rzecz, którą musiałam i chciałam opanować.

Prawie co noc siadałam i tworzyłam. Z czasem mój sutasz stawał się coraz równiejszy i zaczął przypominać biżuterię, którą widziałam kiedyś w TV, a ładniejsze fotografie bardziej odzwierciedlały rzeczywiste barwy. Mój fanpage zaczął się rozrastać, coraz więcej osób obserwowało moje zmagania z sznurkami.

Nigdy nie kopiowałam cudzych wzorów. Zawsze  fascynowała mnie  wolność, kreatywność i nieograniczona możliwość tworzenia wzorów.

Mimo, oglądania i podziwiania tysięcy zdjęć nigdy nie kopiowałam cudzych wzorów. Zawsze najbardziej fascynowała mnie właśnie ta wolność, kreatywność, nieograniczona możliwość tworzenia wzorów, oraz to nietuzinkowe łączenie kolorów i dodatków. Robienie biżuterii od początku do końca wg własnego pomysłu było dla mnie wielką satysfakcją i sztuką. Za to pokochałam sutasz, który stał się moją miłością, radością, uzależnieniem, relaksem, fascynacją i szczęściem. To właśnie po kawałku każdej z tych cech dodaję do tworzonej biżuterii, byś mogła wyróżnić się z tłumu małym ale jak ważnym elementem ubioru. To biżuteria nadaje szyku, klasy i stylu naszym kreacjom, a bogaty i niesamowicie unikatowy sutasz najpiękniej prezentuje się do prostych, klasycznych strojów.

Moja ciężka i wytrwała praca zaczęła przynosić wspaniałe efekty. W 2016 roku blogerka Qrkoko pisząca głównie o rękodziele i tworzeniu handmade, uznała mnie za Najlepszego Twórcę w dziedzinie sutaszu w roku 2016  http://qrkoko.pl/czolowka2016/ .

To było niesamowite i fantastyczne wyróżnienie dla mnie, które dodało mi skrzydeł i jeszcze więcej energii. Postanowiłam wtedy, że muszę mieć logo- znak, po którym będę rozpoznawana 🙂 Logo powstało… Lecz po jakimś czasie, stwierdziłam, że to nie to 🙂 Zamówiłam kolejne, inne- i z tym będę już chyba na stałe… Dlatego też w moich pracach przewijają się różne napisy bądź logo, ale to wszystko moje skarby 🙂

Kolejnym bardzo miłym zdarzeniem, które mnie spotkało, była wiadomość od dziennikarki z magazynu Dbam o zdrowie pod redakcją Beaty Sadowskiej. Napisała do mnie (w styczniu 2017 roku) z zapytaniem czy chciałabym udzielić wywiadu właśnie na temat tworzonej przeze mnie biżuterii sutasz. Byłam bardzo mile zaskoczona i bez wahania z ogromną radością się zgodziłam. Wywiadu udzieliłam telefonicznie, później otrzymałam go do autoryzacji, a w następnym miesiącu artykuł był już w gazecie.

Dzisiaj tworzę na blogi sklepów oraz do gazety liczne tutoriale i kursy dotyczące szycia biżuterii.
Utworzyłam także grupę na facebooku OGARNIJ SUTASZ Z EWĄ, w której od podstaw uczę i pokazuję jak rozpocząć przygodę z sutaszem, jakich materiałów używać a jakich nigdy nie kupować. Tłumaczę tajniki sutaszu, podpowiadam, staram się inspirować i motywować do tworzenia biżuterii.

Na początku 2018 zostałam wybrana do składu Jury prestiżowego konkursu kalendarzowego firmy Royal- Stone, jako ekspert w dziedzinie sutaszu.

To były naprawdę wspaniałe wydarzenia i informacje, które dodają wiary i pewności siebie. Lecz największą satysfakcją i motywacją są dla mnie wszystkie słowa, podziękowania, komentarze, komplementy, które dostaję od Was. To one sprawiają, że z zapałem i błyskiem w oku tworzę kolejne biżuteryjne sutasze. Dzięki Wam właśnie z dumą i uśmiechem prezentuję każde dzieło, bo to Wy sprawiacie, że moja miłość do sutaszu jest coraz większa i większa… Dziękuję bardzo, że jesteście i dajecie mi prawdziwy zastrzyk endorfiny i szczęścia…

Zaglądajcie do mnie jak najczęściej, rozgośćcie się i z kubkiem gorącej kawy zanurzcie się w krainie Skarbów Ewy.